24/02/2017

NOWY TATUAŻ & JAKI KREM DO PIELĘGNACJI TATUAŻU POLECAM?

Hei!
Wczoraj pojechałam do Kalisza, by skończyć mój tatuaż na udzie, nawiązujący do filmu i książki pt. "Fight Club". Tak ja wcześniej pisałam, zależało mi na tym, by całość była prosta, ale idealnie nawiązująca do filmu. Wyszło tak jak chciałam i jestem bardzo zadowolona z efektu. Za kilka miesięcy tatuuję drugie udo, tatuaż również będzie dotyczył Podziemnego kręgu, jednak tym razem będzie to coś dużo większego, prawdopodobnie w kolorze. Nie mogę się doczekać, jednak z drugiej strony mam pewne obawy przed samym tatuowaniem. Teraz sobie pomyślicie, że gadam jak potłuczona, ponieważ w ostatnich postach pisałam Wam, że mój pierwszy tatuaż na udzie w ogóle nie bolał, i jestem dzięki temu uspokojona przed dalszym tatuowaniem. Niestety, z bólem serca zmieniam zdanie na ten temat, mimo że napis przetrwałam bez problemów, to wczorajszy tatuaż wycisnął ze mnie wszystkie siły i chęci do czegokolwiek. Ból był podobny do tego, jaki czułam np przy tatuowaniu Śnieżki, bądź kota na przedramieniu. I mimo tego, że trwało to z jakieś 40 minut, naprawdę musiałam się pilnować by nie kopnąć pana tatuażysty w twarz :P Możliwe, że było to spowodowane moim zmęczeniem, tej nocy bardzo źle spałam, poza tym pozycja w której siedziałam nie była zbyt wygodna, nie mogłam oprzeć tatuowanej nogi. Za pierwszym razem leżałam i byłam bardziej odprężona. No cóż, do kolejnego tatuażu na udzie, jeszcze ponad pół roku, więc zdążę się psychicznie przygotować - chyba ^^




SPÓDNICZKA - H&M
W dzisiejszym poście chciałabym również napisać Wam kilka słów o tym, jakie kremy do pielęgnacji tatuażu polecam. Jako że jestem bardzo leniwa i rzadko zwracam uwagę na głębszą pielęgnację czegokolwiek, w tym włosów, cery itp, to wyjątkowo dużo serca wkładam w moje dziary. Tusz pod skórą będziemy mieć do końca naszego życia, a wbrew pozorom tatuaże nie zostają nienaruszone na lata. Dziary tracą kolor po dłuższym czasie a nawet się ścierają. Nie wierzycie? Przykładem jest róża którą posiadam na lewej dłoni. Liść który powoli zachodzi na wewnętrzną stronę dłoni, od zawsze był narażony na ścieranie, ponieważ jak wiadomo, nasze łapki często lądują na stole, na spodniach myjemy naczynia, pracujemy itp. Listek stracił kolor niemal całkowicie i za kilka miesięcy, bądź za parę lat, będę zmuszona na ponowne tatuowanie tego miejsca. Drugim przykładem jest maleńkie, czarne serduszko, które gości na moim prawym kciuku. Mimo że tatuaż był wykonany niecałe trzy miesiące temu, to czerń robi się powoli popielato szara i serce też będzie wymagało naprawy. 
Tak więc, by zapobiegać szybszemu "niszczeniu" się tatuaży, i by chronić ich kolory, zwłaszcza gdy posiadacie kolorowe tatuaże, dbajcie o nie tak często jak to tylko możliwe!
Przedstawiam Wam cztery produkty które miałam okazję testować, mimo że każdy doskonale radzi sobie z pielęgnacją, polecę Wam tylko dwa z tych produktów. Dlaczego? Tego dowiecie się poniżej.

KREMY KTÓRE POLECAM W 100%!

1. TATTOO VEGAN BUTTER
Produkt ten, jest najbliższy memu sercu, nie tylko ze względu na pielęgnację, ale na wspomnienia które mam związane z tym masełkiem. Jeśli chodzi jednak o sam produkt, to - masło ma cudowne, rzucające się w oczy pudełeczko. Jak wiadomo, wydziarane osoby zwracają uwagę na wygląd takich rzeczy, ponieważ identyfikujemy te kosmetyki z naszymi dziarami. Ja uwielbiam to pudełko, bo poza tym że jest ładne, jest również bardzo wygodne. Dzięki opakowaniu w formie kremu, mamy możliwość wykorzystania całej zawartości produktu, dlatego też jest to bardziej wydajna i opłacalna forma. Masło ma również nieziemski zapach! Można w nim wyczuć cytrusy, kokos, masło shea. Ja osobiście zwracam również dużą uwagę na konsystencję. Masło nie jest tłuste i bardzo szybko wchłania się w skórę, tak więc nie pozostawia nieprzyjemnej powłoki tak jak reszta kremów. Tatuaże bardzo ładnie się goją, masło zmniejsza uczucie szczypania a nawet swędzenia!
Najważniejsze jest jednak to, że produkt jest w 100% wegański! Sama nie jestem weganką, jednak kocham zwierzęta, a świadomość że przy produkcji tego kosmetyku nie ucierpiało żadne z nich, dodaje mi otuchy! Każdy dobrze wie, na jakie cierpienia są skazane zwierzaki przy testowaniu kosmetyków. Masło 100ml kupicie za 39,90 zł tutaj - LOVEINK.PL


2. THE BALM TATTOO
The Balm Tattoo mam możliwość testować dzięki mojemu tatuażyście, który w swoim studio sprzedaje te produtkty. Perfekcyjnie goi tatuaże, wytatuowane miejsca nie swędzą, nie szczypią, a opuchlizna schodzi bardzo szybko! Maść zostawia delikatną, ochronną powłokę na skórze, która chroni przed zanieczyszczeniami, i również szybko się wchłania. 
Jedynym minusem jest to, że nie posiada żadnego zapachu i dość ciężko rozprowadza się na skórze, zwłaszcza gdy ciało jest jeszcze obolałe. Mimo to, uwielbiam The Balm Tattoo!
Cena za krem to około 40 zł. 


EASY TATTOO & ALANTAN
O tych dwóch produktach również napiszę Wam kilka słów, mimo że używałam ich tylko raz i więcej do nich nie wrócę. Jeśli chodzi o Easy Tattoo, krem jest bardzo dobry, również świetnie goi tatuaże, jednak jest bardzo niewydajny w porównaniu do ceny (55 zł z wysyłką), zapach zgniłych ziemniaków jest odrzucający, a sama konsystencja produktu nie jest zbyt łatwa do nakładania. Krem zastyga na skórze, przez co ciężko go rozprowadzić po tatuażu. Drugim produktem jest maść Alantan, która jest dostępna w każdej aptece za około 8 zł. Alantan używany jest na gojenie ran, jednak nie uważam żeby nadawał się do gojenia tatuażu. Dlaczego? Maść jest tak tłusta, że pozostaje na skórze przez większość dnia. Przyklejają się do niej ubrania a ja czułam okropny dyskomfort gdy miałam ją na sobie. I to jest jedyny minus, jednak na tyle duży, że już nigdy nie użyję tej maści!



A wy, wydziarani, używacie któryś z tych produktów?

6 comments:

Weryfikacja obrazkowa wyłączona.
Skomentuj i zaobserwuj - postaram się odwdzięczyć :)
Proszę wysil się i napisz coś więcej niż ''super blog zapraszam do mnie''...
Moderowanie komentarzy włączone.