24/02/2017

NOWY TATUAŻ & JAKI KREM DO PIELĘGNACJI TATUAŻU POLECAM?

Hei!
Wczoraj pojechałam do Kalisza, by skończyć mój tatuaż na udzie, nawiązujący do filmu i książki pt. "Fight Club". Tak ja wcześniej pisałam, zależało mi na tym, by całość była prosta, ale idealnie nawiązująca do filmu. Wyszło tak jak chciałam i jestem bardzo zadowolona z efektu. Za kilka miesięcy tatuuję drugie udo, tatuaż również będzie dotyczył Podziemnego kręgu, jednak tym razem będzie to coś dużo większego, prawdopodobnie w kolorze. Nie mogę się doczekać, jednak z drugiej strony mam pewne obawy przed samym tatuowaniem. Teraz sobie pomyślicie, że gadam jak potłuczona, ponieważ w ostatnich postach pisałam Wam, że mój pierwszy tatuaż na udzie w ogóle nie bolał, i jestem dzięki temu uspokojona przed dalszym tatuowaniem. Niestety, z bólem serca zmieniam zdanie na ten temat, mimo że napis przetrwałam bez problemów, to wczorajszy tatuaż wycisnął ze mnie wszystkie siły i chęci do czegokolwiek. Ból był podobny do tego, jaki czułam np przy tatuowaniu Śnieżki, bądź kota na przedramieniu. I mimo tego, że trwało to z jakieś 40 minut, naprawdę musiałam się pilnować by nie kopnąć pana tatuażysty w twarz :P Możliwe, że było to spowodowane moim zmęczeniem, tej nocy bardzo źle spałam, poza tym pozycja w której siedziałam nie była zbyt wygodna, nie mogłam oprzeć tatuowanej nogi. Za pierwszym razem leżałam i byłam bardziej odprężona. No cóż, do kolejnego tatuażu na udzie, jeszcze ponad pół roku, więc zdążę się psychicznie przygotować - chyba ^^




SPÓDNICZKA - H&M
W dzisiejszym poście chciałabym również napisać Wam kilka słów o tym, jakie kremy do pielęgnacji tatuażu polecam. Jako że jestem bardzo leniwa i rzadko zwracam uwagę na głębszą pielęgnację czegokolwiek, w tym włosów, cery itp, to wyjątkowo dużo serca wkładam w moje dziary. Tusz pod skórą będziemy mieć do końca naszego życia, a wbrew pozorom tatuaże nie zostają nienaruszone na lata. Dziary tracą kolor po dłuższym czasie a nawet się ścierają. Nie wierzycie? Przykładem jest róża którą posiadam na lewej dłoni. Liść który powoli zachodzi na wewnętrzną stronę dłoni, od zawsze był narażony na ścieranie, ponieważ jak wiadomo, nasze łapki często lądują na stole, na spodniach myjemy naczynia, pracujemy itp. Listek stracił kolor niemal całkowicie i za kilka miesięcy, bądź za parę lat, będę zmuszona na ponowne tatuowanie tego miejsca. Drugim przykładem jest maleńkie, czarne serduszko, które gości na moim prawym kciuku. Mimo że tatuaż był wykonany niecałe trzy miesiące temu, to czerń robi się powoli popielato szara i serce też będzie wymagało naprawy. 
Tak więc, by zapobiegać szybszemu "niszczeniu" się tatuaży, i by chronić ich kolory, zwłaszcza gdy posiadacie kolorowe tatuaże, dbajcie o nie tak często jak to tylko możliwe!
Przedstawiam Wam cztery produkty które miałam okazję testować, mimo że każdy doskonale radzi sobie z pielęgnacją, polecę Wam tylko dwa z tych produktów. Dlaczego? Tego dowiecie się poniżej.

KREMY KTÓRE POLECAM W 100%!

1. TATTOO VEGAN BUTTER
Produkt ten, jest najbliższy memu sercu, nie tylko ze względu na pielęgnację, ale na wspomnienia które mam związane z tym masełkiem. Jeśli chodzi jednak o sam produkt, to - masło ma cudowne, rzucające się w oczy pudełeczko. Jak wiadomo, wydziarane osoby zwracają uwagę na wygląd takich rzeczy, ponieważ identyfikujemy te kosmetyki z naszymi dziarami. Ja uwielbiam to pudełko, bo poza tym że jest ładne, jest również bardzo wygodne. Dzięki opakowaniu w formie kremu, mamy możliwość wykorzystania całej zawartości produktu, dlatego też jest to bardziej wydajna i opłacalna forma. Masło ma również nieziemski zapach! Można w nim wyczuć cytrusy, kokos, masło shea. Ja osobiście zwracam również dużą uwagę na konsystencję. Masło nie jest tłuste i bardzo szybko wchłania się w skórę, tak więc nie pozostawia nieprzyjemnej powłoki tak jak reszta kremów. Tatuaże bardzo ładnie się goją, masło zmniejsza uczucie szczypania a nawet swędzenia!
Najważniejsze jest jednak to, że produkt jest w 100% wegański! Sama nie jestem weganką, jednak kocham zwierzęta, a świadomość że przy produkcji tego kosmetyku nie ucierpiało żadne z nich, dodaje mi otuchy! Każdy dobrze wie, na jakie cierpienia są skazane zwierzaki przy testowaniu kosmetyków. Masło 100ml kupicie za 39,90 zł tutaj - LOVEINK.PL


2. THE BALM TATTOO
The Balm Tattoo mam możliwość testować dzięki mojemu tatuażyście, który w swoim studio sprzedaje te produtkty. Perfekcyjnie goi tatuaże, wytatuowane miejsca nie swędzą, nie szczypią, a opuchlizna schodzi bardzo szybko! Maść zostawia delikatną, ochronną powłokę na skórze, która chroni przed zanieczyszczeniami, i również szybko się wchłania. 
Jedynym minusem jest to, że nie posiada żadnego zapachu i dość ciężko rozprowadza się na skórze, zwłaszcza gdy ciało jest jeszcze obolałe. Mimo to, uwielbiam The Balm Tattoo!
Cena za krem to około 40 zł. 


EASY TATTOO & ALANTAN
O tych dwóch produktach również napiszę Wam kilka słów, mimo że używałam ich tylko raz i więcej do nich nie wrócę. Jeśli chodzi o Easy Tattoo, krem jest bardzo dobry, również świetnie goi tatuaże, jednak jest bardzo niewydajny w porównaniu do ceny (55 zł z wysyłką), zapach zgniłych ziemniaków jest odrzucający, a sama konsystencja produktu nie jest zbyt łatwa do nakładania. Krem zastyga na skórze, przez co ciężko go rozprowadzić po tatuażu. Drugim produktem jest maść Alantan, która jest dostępna w każdej aptece za około 8 zł. Alantan używany jest na gojenie ran, jednak nie uważam żeby nadawał się do gojenia tatuażu. Dlaczego? Maść jest tak tłusta, że pozostaje na skórze przez większość dnia. Przyklejają się do niej ubrania a ja czułam okropny dyskomfort gdy miałam ją na sobie. I to jest jedyny minus, jednak na tyle duży, że już nigdy nie użyję tej maści!



A wy, wydziarani, używacie któryś z tych produktów?

19/02/2017

MÓJ PIERWSZY RAZ

Hei!
Dziś mam dla Was krótki Tag o śmiesznym tytule "Mój pierwszy raz". Niektórzy się pewnie zawiedli, oczekując bardziej intymnych informacji w tym poście. Nie. nie :)
Tag widziałam już kilkakrotnie na youtubie, a także na blogach, tak więc postanowiłam zrobić dziś coś podobnego. Zapraszam do czytania!

 1. Czy rozmawiasz jeszcze ze swoja pierwsza miłością?
Niee, nawet bym nie chciała. Po co wracać do starych brudów :) Wolę rozmawiać ze swoją obecną miłością!

2. Pierwszy raz, kiedy spadł na Ciebie ciężar dorosłości.
Mój pierwszy weekend w szkole, w Łodzi. Pojechałam wtedy sama, do wielkiego, strasznego i obcego miasta, ponad 100 km od domu. Spałam pierwszy raz w hotelu. Nie znałam nikogo, gdy chodziłam po Galerii Łódzkiej, bądź po samych ulicach Łodzi, miałam wrażenie że wszyscy się na mnie patrzą, w twarzach ludzi widziałam samo zło, jakby demony chodziły wokół mnie. Wszystko było nowe, nawet powietrze. Nie mogłam nawet spokojnie zasnąć. Siedziałam kilka godzin w wannie i żarłam Maka, oglądając przy tym głupie komedie by się jakoś odstresować :) Teraz mnie to śmieszy, jednak wtedy było mi naprawdę ciężko.

 3. Jaki był twój pierwszy napój alkoholowy?
Z tego co pamiętam, było to wino. Byłam wtedy małym smrodem i wino podkradłam ze stołu w trakcie imprezy. Nikt nie domyślił się że coś jest nie tak, do momentu gdy nie zaczęłam tańczyć i rozrabiać, co mi się normalnie na zdarzało :)

 4. Jaka była twoja pierwsza praca?
Zbieranie owoców w sadzie. Było to jednak bardziej zabicie czasu w nudne wakacje, niż praca. Wspominam bardzo dobrze ten czas!

5. Jaka była pierwsza osoba, która do Ciebie dziś napisała?
Wstaję dość późno, więc wiadomości też jest wiele. Jednak zazwyczaj pierwszą osobą jest mój facet.  

 6. Gdzie po raz pierwszy leciałaś samolotem?
Nigdy nie leciałam i na tą chwilę nie chciałabym! Obejrzałam zbyt dużo strasznych filmów by samoloty kojarzyły się się dobrze. Poza tym mam akrofobię i lęk wysokości.

 7. Gdzie po raz pierwszy zostałaś na noc?
Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, jednak domyślam się, że początkowo zostawałam na noc u rodziny, kuzynów itp, gdy tylko zbliżały się wakacje lub ferie.



Kurtka - Bershka   /   Body - Tallyweijl
 
8. Jaki był pierwszy koncert na którym byłaś?
W całym swoim życiu byłam na wielu koncertach, jednak jeśli chodzi o taki "porządniejszy", to koncert Metalliki w 2014 roku.

  9. Pierwsza złamana kość?
Nigdy nie miałam złamania, jednak wiele razy mi to groziło. Mam problem ze stawami w kolanach i kilka razy moje kości, przy asyście ogromnego bólu, zmieniały swoje położenie. Po wizycie u ortopedy mój stan się poprawił, jednak nadal są dość słabe. 

10. Pierwszy piercing?
Miałam około 6/7 lat. Mama zaprowadziła mnie wtedy do kosmetyczki, ponieważ jęczałam że marzę o czerwonych kolczykach. 

11. Pierwsze państwo za granicą, do którego pojechałaś?
Niemcy, miałam 11 lat. 
 
 12. Jakie było Twoje pierwsze zwierzątko domowe?
Złota rybka. A nawet dwie rybki z tego co pamiętam. Niestety nie byłam wtedy zbyt opiekuńcza i rybki po kilku dniach pływały już brzuchem do góry.

13. Jaka była pierwsza rzecz, którą kupiłaś za własne, zarobione przez siebie pieniądze?
MP3! Ale takie mega wypasione ^^ Chwaliłam się wtedy wszystkim, że ja mam,a oni nie ^^

14. Pierwsze modyfikacje ciała które robiłaś?
Przekłuwałam ponownie uszy. Miałam trzy dziurki w jednym uchu i oczywiście tatuaże. Na nic innego się nie odważę. Jednak jestem zdania, że nasze ciało należy do nas i szanuję osoby które decydują się na bardziej ekstremalne zmiany. Moje ciało jest moją sztuką, twoje - twoją :)

15/02/2017

It’s only after we’ve lost everything that we’re free to do anything

Znacie to uczucie, gdy myślicie że gorzej już być nie może, aż tu nagle pojawia się gwiazdka z nieba i jesteście najszczęśliwszymi istotami na ziemi? Ja niestety tak. Dlaczego niestety? Ponieważ to co dzieje się wokół mnie, od ostatnich kilku miesięcy, można spokojnie spisać i stworzyć scenariusz do najbardziej porąbanego filmu na świecie. Jednego dnia jest tak tragicznie, że jedyną alternatywą jest położenie się pod ścianą i czekanie na wybawienie, a drugiego dnia życie kocha mnie na nowo i dostaję więcej niż mogłabym chcieć. Los wystawia mnie na brutalne próby, sprawdza mnie, wyniszcza fizycznie i psychicznie, by potem wszystko mi wynagrodzić. Jestem w szoku, że daję sobie radę z tym wszystkim, i że z największego gówna wyciągam później i tak same korzyści. Nie mam pojęcia co czeka mnie następnego dnia, i zaczynam się bać, że nagle z szafy wyskoczy potwór albo spadnie na mnie meteoryt (który i tak mnie ominie). Potrzebuję Placebo...
Cieszę się jednak, że za każdym razem wychodzę cało z tych wszystkich złych rzeczy które mi się przytrafiają i że potrafię to obrócić na swoją korzyść. Jest ciężko, ale opłaca się. Mam nadzieję że to jakiś sprawdzian, i dzięki temu. uda mi się odnieść wymarzony sukces. Tatuaż na mojej nodze. idealnie pasuje do mojej sytuacji i naprawdę wierzę w to, że dopiero gdy stracisz wszystko, możesz robić wszystko.

Coraz bardziej umacniam się w przekonaniu, że nic nie dzieje się bez przyczyny i nad wszystkim czuwa jakaś siła wyższa, nie Bóg, w to nie wierzę, jednak wierzę w to, że mamy całkowitą moc nad panowaniem nad swoim życiem, wystarczy w to tylko uwierzyć, i tak jak w moim przypadku, nie poddawać się już na samym początku, tylko walić drzwiami, oknami i czym tam chcecie, i udowadniać wszystkim po kolei, że nie jesteście tylko szarymi, małymi ludźmi. Bez bólu, bez poświęcenia, nie osiągnęlibyśmy nic. Każdy może stworzyć coś wielkiego, wystarczy tylko chcieć. I ja chcę. 
"Każdego wieczoru umierałem i rodziłem się na nowo. Zmartwychwstały." - Fight Club


          1.Przez twe oczy zielone, zielone, oszalałem...  2. Mój mężczyzna, Pan Bob


                      1/2 Bordowa ramoneska z Bershki z którą nie rozstanę się w tym roku w ogóle. Like a Tyler ^^  3.Najpiękniejsza pomadka, Mac RUSSIAN RED


 1. Profesjonalna sesja zdjęciowa przy hantlach...  2. Zdjęcie z cyklu "Rozmowy przy kawie"  3. W zakolanówkach wyglądam jak mała, wytatuowana dziewczynka


1.Perfekcyjne welurowe body w kolorze ale pink - Tally Weijl    2. Bluzka hiszpanka Tally Wijl i ulubiona pomadka z Mua   3. Miś spędził z nami Walentynkowy wieczór!


1. Mistrz drugiego planu  2. Najpiękniejsze zdjęcie <3  3. Walentynkowe Sushi, polecam Egao Sushi!  4. Nawet miś większy ode mnie :(

10/02/2017

New tattoo

Hei!
 Jakiś czas temu chwaliłam się Wam, że 10 lutego robię swój ósmy tatuaż. Jak widzicie, dzień ten nadszedł bardzo szybko i już mogę cieszyć się swoją nową dziarą. Niestety tatuaż nie jest jeszcze ukończony, a na całość muszę czekać do 23 lutego, nie tak źle! Pod napisem pojawią się twarze Tylera Durdena  i Narratora z filmu Fight Club. Będzie to prosty wzór, który genialne skomponuje się z napisem. Tekst który posiadam jest moim ulubionym życiowym mottem, zresztą tak samo jak film oraz książka. Polecam wszystkim! 
Jeśli chodzi o sam tatuaż, mimo moich wielkich obaw, w ogóle nie bolało a czas tatuowania zleciał mi błyskawicznie. Jestem tym mile zaskoczona i uspokojona, ponieważ gdy skończę prawe udo, planuję wytatuować również lewe, zwłaszcza że nie było to tak bardzo nieprzyjemne jak moje poprzednie tatuaże :)

Tatuaż robiłam u mojego zaufanego tatuażysty z Kalisza, w salonie Klasyk Tattoo. To mój piąty tatuaż robiony u Tomka i na pewno nie ostatni :)

Zapraszam do oglądania zdjęć!
Zapraszam również na mojego insta! INSTAGRAM

 




02/02/2017

Włosy Clip In - Europe Hair Company - Głęboka czerń

Hei!
Dziś chciałabym napisać Wam o perełce która kilka dni temu zagościła u mnie. a dokładniej na moich włosach. Jak większość z Was pewnie pamięta, kilka miesięcy temu ścięłam swoje długie włosy, które hodowałam od około ośmiu lat. Niestety wieloletnie farbowanie i eksperymenty zniszczyły je do tego stopnia, że nożyczki były dla nich jedynym ratunkiem. W sumie pozbyłam się prawie połowy włosów i kłaczki które sięgały mi niemal do tyłka, skurczyły się do takich które ledwo sięgały łopatek. Na początku było super. Poczułam się lżej i żyło mi się lepiej z myślą że pozbyłam się tych biednych, zniszczonych włosów. Zaczęłam o nie dbać, brać różne tabletki i cierpliwie znosiłam okres odrastania. Niestety, minęły tylko 4 miesiące, a ja już zaczęłam za  nimi tęsknić, brakowało mi tej dziewczęcości którą dawały mi długie włosy, brakowało mi również pewności siebie. W tych pięknych czasach (ironia of course), mamy jednak multum możliwości i rozwiązań swoich problemów, więc wykorzystując chwilę w której mi się przelewało, zaopatrzyłam się w kilka dopinek, które zakupiłam na stronie Europe Hair Company. (Tak, to nie jest sponsorowana notka, kłaki są za moją kasę i opinia jest rzetelna...). Zdecydowałam się na dopinki typu Clip In. a dokładniej siedem 55 cm tres. Włosy które kupiłam są naturalne, ludzkie, jednak można zakupić również syntetyczne, wszystko według uznania. Gama kolorów na stronie, jeśli chodzi o włosy naturalne, zawiera paletę barw typowych kolorów które kobiety noszą na co dzień - od jasnego blondu, po głęboką czerń, którą posiadam właśnie ja. Włosy syntetyczne mają bardziej szaloną kolorystykę (czerwień, zieleń itp). TUTAJ macie link do włosów naturalnych. Możecie wybrać tyle cm ile Was interesuje, oraz ilość włosów i kolor.

 Tak prezentują się włosy w całości!



Jeśli chodzi o same włosy - przesyłka przyszła mi praktycznie na drugi dzień, z czego bardzo się cieszę. Paczka była porządnie zapakowana a włosy przechowane w solidnym, dobrze zabezpieczonym pudełku. Niestety nie mam zdjęć pudełeczka, jednak prezentuje się ono na tyle dobrze, że spokojnie można w nim przechowywać włosy. Włosy przyszły w stanie perfekcyjnym, miękkie, zadbane, beż żadnych wad. Nie ma żadnej różnicy między nimi, a moimi naturalnymi włosami (no, poza tym że są zdrowsze no ale who cares). Każdy tres posiada różną ilość spinek, tak więc łatwo można z nich "ułożyć" nową fryzurę. Bardzo obawiałam się tego, że będę miała  problemy z zakładaniem ich, jako że od zawsze mam dwie lewe ręce, jednak bez problemu można je założyć w ciągu pięciu minut. Możecie obejrzeć poradniki na youtube, wpisując np. Hair Extensions. Włosy nie plączą się, można je czesać, myć i nakładać odżywki. Z tego co wiem, można je również farbować oraz kręcić i prostować. Ja prostowałam je dwa razy i nadal żyją, hura! PS. Nie polecam w nich spać, grozi to ich poplątaniem.
Włosy wyglądają cudownie a ja zakładam je za każdym razem gdy tylko wychodzę z domu, wyglądają jak moje własne i naprawdę czuję się w nich mega! Poza tym długość marzenie 😀



Podobają się Wam? A może same nosicie dopinki? Piszcie!

31/01/2017

30 facts about me

Notki z faktami o mnie pojawiały się już kilkakrotnie, odkąd istnieje ta strona. Jako że mój blog przechodził wiele razy selekcje, notki z faktami pojawiały się i znikały. Postanowiłam napisać dla Was posta o tym temacie ponownie, by zarówno starsi czytelnicy, jak i ci, którzy zaglądają tutaj od niedawna, poznali mnie trochę lepiej. Kilka rzeczy się zmieniło, doszło kilka nowych faktów i ciekawostek na mój temat. Jesteście ciekawi? Jeśli tak, zapraszam do lektury!


1. 20 lipca skończę 22 lata.
2. Mam 158 cm wzrostu.
3. Mój chłopak ma 193 cm wzrostu, dlatego często ludzie mają z tego bekę, chociaż według mnie, to idealna różnica.
4. Jestem rozpuszczoną jedynaczką.
5. Mam 7 tatuaży (za kilka dni 8).
6. Posiadam półrocznego kota Lolka. Jestem kociarą i od wielu lat wychowuję kociaki. Bardzo nie lubię psów, brzydzą mnie i odpychają.
7. Nie znoszę, wręcz nienawidzę filmów romantycznych, seriali romantycznych czy książek romantycznych. Odpadają również typowe babskie tematy. Wolałabym oglądać obrady polityczne niż coś takiego.
8. Uwielbiam za to stare i dobre kultowe kino. Fight Club, Scarface, Lśnienie itp. Poza tym uwielbiam filmy historyczne, psychologiczne, dramaty i horrory. Bardzo często oglądam też filmy dokumentalne o tematyce wojennej. 
9. Interesuję się fotografią i z tym chcę związać swoją przyszłość.
10. Kocham Łódź i marzę o tym, by wyprowadzić się do tego magicznego miasta. PS. Do wszystkich którzy uważają że nie ma większej dziury niż Łódź - ja też tak myślałam, wystarczyło spędzić tam więcej czasu, bym zmieniła zdanie o 180 stopni!
11. Słucham metalu, rapu ( w sumie jeśli chodzi o rap, zalicza się do tego tylko jeden artysta, tak więc nie wiem, czy powinnam zaliczać swój gust muzyczny do tej kategorii...) oraz starego Rocka.
12. Jestem uzależniona od Instagrama. 
13. Panicznie boję się zastrzyków i lekarskich igieł. Mimo tego, że wytrzymałam wiele długich godzin bolesnego tatuowania, zwykłe szczepienie lub pobranie krwi, jest dla mnie bardzo ciężkim przeżyciem.
14. Mam chorą tarczycę.
15. Interesuję się sztuką. Wolę odwiedzić muzeum niż iść na imprezę ;) Uwielbiam podziwiać architekturę, relaksuje mnie ten widok i pomaga w pracy nad pewnymi rzeczami.


 16. Uwielbiam japońską, chińską i wietnamską kuchnię. Sushi lub ramen może mi spokojnie zastąpić pizzę i inne fast foody za którymi nie przepadam.
17. Nienawidzę zazdrości i zawiści nią spowodowanej.
18. Nie interesuje mnie coś takiego jak "poprawność polityczna". 
19. Nie oglądam telewizji.
20. Nie zasnę przy otwartych drzwiach lub przy otwartej szafie. Nie zasnę również przy świetle.
21. Muzyki słucham praktycznie przez 24h na dobę, potrafię zasnąć ze słuchawkami w uszach.
 22. Bardzo rzadko się uśmiecham, dlatego wiele osób przypięło mi łatkę "zimnej suki", co nie jest prawdą. Po prostu nie lubię okazywać emocji.
23. Jestem uczulona na sierść, mimo to, od wielu lat trzymam w domu koty. Poza tym uczulona jestem również na jajka, cytrusy i orzechy laskowe.
24. Jak widzicie na zdjęciach, mimo że niedawno ścinałam włosy, postanowiłam zaopatrzyć się w naturalne włosy Clip in ze strony Europe Hair. Chcecie recenzję na w następnym poście?
25. Uwielbiam podróżować. W przyszłości chciałabym odwiedzić Szkocję, Norwegię i Islandię, oraz przejść górskim szlakiem, którym podróżowała, i na którym zginęła grupa Diatłowa w 1959r.
26. Nie palę, nie narkotyzuję się i piję okazjonalnie. Ale tylko babskie piwo lub drinki!
27. Nie umiem pływać, i już się raczej nie nauczę. Śmigam za to nieźle na łyżwach.
28. Mam akrofobię, batrachofobię i klaustrofobię.
29. Nie lubię słodyczy, wolę zjeść jakiś owoc.
30. Jestem lekomanem, biorę tabletki na wszystko...


 Zastanawia Was coś jeszcze? Chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej? Piszcie!

29/01/2017

GEDZ "AMEBA TOUR" Ostrów Wlkp.

Hei!
Jak Wam minął weekend? Robiliście coś ciekawego/pożytecznego prócz siedzenia pod kocem i oglądania seriali? Ja o dziwo tak! Prawie miesiąc czekałam na koncert Gedza, który odbył się w miniony piątek w Ostrowie Wielkopolskim. Koncert odbył się w Starej Przepompowni, mega klimatyczne miejsce, polecam zatrzymać się na piwo lub drinka! Odkąd zakupiłam bilet, odliczałam dni i z wytęsknieniem czekałam na ten dzień. Do Gedza i jego twórczości mam ogromny sentyment, poza tym słuchałam go, zanim to było modne ;) Udało mi się również zdobyć autograf od Jakuba, i dzięki temu, że dojechałam na miejsce prawie godzinę wcześniej, miałam okazję z nim trochę pogadać. Gedz dał genialne show (czego się oczywiście spodziewałam). Planuję jechać również na jego koncerty w Poznaniu i w Łodzi, które odbędą się już niedługo! Nie mogę się doczekać.
_________
Co do moich planów na najbliższe tygodnie - Już za 12 dni, jadę do Kalisza zrobić ósmy tatuaż. Robię go na prawym udzie i będzie związany z moim ulubionym filmem Fight Club. Swój pierwszy tatuaż, robiłam w lutym i w tym roku tatuowanie zaczynam również w lutym. Mam nadzieję że to dobry znak!
Pod koniec lutego Gedz występuje w Poznaniu, a dwa dni później jadę na Koncert Sabaton we Wrocławiu. Zapowiada się bardzo dobrze! A jak Wam mija czas? Macie jakieś większe plany na najbliższy czas?
Peace!


Najlepsze zdjęcie ♥♥





Jedyne zdjęcia z występu Gedza które posiadam, wolałam skupić się na słuchaniu i patrzeniu!


 Jurek Kiler (pierwszy od lewej) pozytywnie mnie zaskoczył i nieźle rozkręcił przed występem Gedza.